O “Liście Moich Zachcianek” słów kilka

Lubię czasem pomarzyć, przenieść się na inny skrawek tej mojej niecodziennosci. Marzenia ubarwiaja moją zwykłą codzienność, jak i dodają skrzydeł. Zdarzyło się też i mi pomarzyć o tym szczęśliwym losie na loterii, który mógłby urzeczywistnić cześć z moich (jak dotąd niespelniońych?) marzeń. Ale czy to uszczesliwiloby mnie w zupełności? Nie koniecznie, a dzięki jednej z ostatnio przeczytanych książek utwierdziłam się jeszcze bardziej. Jest to książka, po którą warto sięgnąć, jeśli chcemy przeżyć kolejną wędrówkę pomagająca nam ukazać jedno z oblicz naszego prawdziwego życiowego szczęścia.

Lista Moich Zachcianek”, bo o tej książce mowa, jest powiastką niebanalną, zaskakującą. A bynajmniej ciąg wydarzeń mnie zadziwił. Główna bohaterka książki, Jocelyne Guerbette, wie, czym jest pasja, czym jest zaufanie i co w jej życiu liczy się najbardziej. Co ważniejsze, jest świadoma wartości bogactw życiowych, wie jak je doceniać. Doświadczając kolejnych wydarzeń, które wynikają z owładnięcia człowieka przez pieniądze, staje się mistrzem straconych złudzeń.

Jocelyne nie ma lekkiego życia, pomimo tego, że odniosła kilka większych sukcesów. Najpierw traci dziecko. W konsekwencji maż nie do końca może pogodzić się ze śmiercią dziecka, przelewa swoje żale na żonę. Pomimo pewnych pozytywnych zmian, życie nie cieszy głównej bohaterki książki… . Nawet wtedy, kiedy wygrywa los na loteri. A wygrana – przychodzi całkiem przypadkowo, niespodziewanie. Wygrana, która przeradza się w pewien rodzaj paniki. Wygrana, która jednocześnie pomaga doglębniej zrozumieć sens życia, dokonać rozeznania egzystencjalnego. Niespodziewane pieniądze stają się bezwzględnym przekleństwem Jocelyne, powodując, że główna bohaterka przenosi się z wyspy radości, na wyspę bólu. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, ze nie Jocelyne zatraca sie w morzu niespodziewanego przybytku materialnego, ale jej mąż. Znika on w najmniej spodziewanym momencie . Przepada bez śladu. Co najgorsze – okrada Jocelyne bezwstydnie. Zdradza i ją, jak i siebie.

Owładniające pieniądze ukazują w tejże książce prawdziwe oblicze okrutnej rzeczywistości, z którą prędzej czy pózniej trzeba się zmierzyć, należy stawić jej czoła. Degradujaca decyzja ucieczki męża Jocelyne przynosi swoje żniwa.

Najgorsze jest jednak to, ze skutki błędnego postępowania w życiu, czasem nawet tylko błądzenia, mogą być nieodwracalne. Gorzej – czasem w ich efekcie człowiek calkowicie zatraca też i część siebie, tak jak sie stało z główna bohaterka ” Listy Moich Zachcianek”. Czy główna bohaterka byla faktycznie odpowiedzialna za nieodwracalna krzywdę życiową – to już musicie osadzić sami.

Książkę gorąco polecam. Udanej wędrówki życzę!

COFFEED? – tak!

Nie jest sekretem to, że jestem kawoszką, że uwielbiam kawę i że pijam ją wszędzie. Próbuję też ją w każdej napotkanej kawiarence, gdziekolwiek na takową natrafię.

Coffeed

Kilka dni temu ponownie przejeżdżałam obok miejsca, które ma coś w sobie, które przyciągało moją uwagę zawsze wtedy, kiedy je mijałam. W końcu, jak przystoi na osobę degustującą kawę na każdym kroku, zajść tam musiałam.

Coffeed, uzależniona od kawy, kawoszka,

COFFEED (LIC, NY), bo tak się miejsce nazywa – z zewnątrz z nieco niepozorne, a w środku urządzone z niebywałym pomysłem.

 

aDDICTED TO cOFFEE

7

Parzenie zimnej kawy
Wieżyczki do parzenia esencji kawy. W COFFEED warto jest przyjrzeć się tej właśnie metodzie parzenia kawy – w wieżyczkach tych parzone są wszelkiego rodzaje kawy, których esencja stanowi później bazę do kawy mrożonej czyli tzw. iced coffee.

3

Esencja kawy

Jakże więc smakuje tam kawa? – jej smakoszy usatysfakcjonuje bez dwóch zdań! Bogaty aromat z pewnością zachęci tych, którzy szukają coś więcej w kawie, aniżeli tylko porannego rozbudzacza.

Klimat? – jest, już na samym wejściu!

Czy godne polecenia? – o, tak!

 

Domowe serum do twarzy z witaminą C

IMG_9449Mniej więcej od 2-3 lat, raz na kwartał, sporządzam sama serum do twarzy z witaminą C ze składników, które są łatwo dostępne w aptekach. Serum jest rewelacyjne – nie tylko ze względu na to, że wygładza, rozjaśnia skórę, ale również pozbawione jest niechcianych dodatkowych środków konserwujących (które w zasadzie również można nabyć w wielu sklepach, aczkolwiek raczej staram się ich wystrzegać, kiedy tylko mogę).

IMG_9448

IMG_9454 IMG_9451POTRZEBNE SKŁADNIKI:

– 100% kwas askorbinowy w pudrze – skrystalizowana witamina C – 1/4 małej łyżeczki (około 1 gram)

– 100%  gliceryna –  5 ml – 1 mała łyżeczka

– woda destylowana do 100% (demineralizowana) – 5 ml – 1 mała łyżeczka

– szklane naczynie

– mała łyżeczka

– szklana mała przyciemniona buteleczka z pipetą (kroplomierzem).

IMG_9455WYKONANIE SERUM:

1) Do szklanego naczynia wlej wodę destylowaną. Dodaj kwas askorbinowy i mieszaj przez około 4-5 minut, albo do momentu, kiedy proszek całkowicie się rozpuści

2) Upewnij się, że cały proszek jest rozpuszczony.

3) Do mikstury dodaj glicerynę, po czym mieszaj.

4)  Kiedy wszelkie składniki są dokładnie wymieszane, można serum przelać do ciemnej szklanej buteleczki. Buteleczkę szczelnie zakręcić.

 

IMG_9457SPOSÓB PRZECHOWYWANIA SERUM:

Serum należy przechowywać w zaciemnionym, suchym, chłodnym pomieszczeniu .

Pamiętajmy, że witamina C nie lubi światła!

 

IMG_9456SPOSÓB UŻYCIA SERUM Z WITAMINĄ C:

Po umyciu twarz należy przetrzeć tonikiem, po czym kroplomierzem nałożyć kilka kropel na poszczególne części twarzy. Delikatnie wklepać.

 

IMG_9447WSKAZÓWKI:

* Przed każdym użyciem dobrze jest serum delikatnie wstrząsnąć, z uwagi na to, że kwas askorbinowy może się w małym stopniu skrystalizować.

* Najwygodniej nakładanie serum jest zacząć od nakładania go pod oczami, by zminimalizować ryzyko przedostania się kosmetyku do oczu.

 

 

 

Plażowe refleksje

Plażowanie nad oceanem. Czysta przyjemność!
Plażowanie nad oceanem.
Czysta przyjemność!

Uwielbiam plażować. Uwielbiam słuchać szumu fal, mew wysoko lub i niżej fruwających nad głową. Także i dziś wybrałam się na plażę, nad ocean.

Tak jak zawsze, mew było wokół nie mało. Nie tylko fruwały nisko nad głową, ale nie bały się też nawet przysiadać na piasku nieopodal ludzi. Pokusa, by dostać jakiś smaczny kęsek, z pewnością przezwyciężała strach przed wszystkim innym.

Czasem miałam wrażenie, że niektóre z tych odważnych ptaków pozowały – na zawołanie.

Mewa - czyżby pozowała do zdjęcia?
Mewa – czyżby pozowała do zdjęcia?

 

Żeby było jeszcze ciekawiej – także i ważka z przepięknymi, niemalże transparentnymi skrzydełkami, lubiła przysiadać na rozgrzanym od słońca piasku i chyba obserwować tych, którzy korzystali z cudownych promieni słońca, opalając się oczywiście. Nie sądzę, że wielu z plażowiczów zwróciło uwagę na tą właśnie odważną ważkę:

Ważka - czyżby polubiła słońce, jak reszta plażowiczów?
Ważka – czyżby polubiła słońce, jak reszta plażowiczów?

 

Nie było by nic dziwnego z całego dzisiejszego plażowania, gdyby nie fakt, że nieopodal mnie rozłożyć się zdecydowała ze swoim krzesełkiem plażowym Pani w wieku średnim. Bo cóż niby dziwnego miałoby wynikać z tego faktu?

Otóż Owa Pani była nieco dziwna. Zachowanie Jej było nieco dziwne. I nie dlatego, że jestem bacznym obserwatorem na plaży (przecież jeżdżę tam,  by się zrelaksować!), a dlatego, że Owa Pani lubiła podejść i zagadać – a że niby podoba się Jej sposób rozłożenia kocy na piasku (tak w rzeczywistości – czy kiedykolwiek przyszło Wam do głowy rozmyślać nad tym, jak ktoś przypadkowy ułożył swoje koce na plaży?), innym razem z nieco zmienionym komentarzem.

W związku z powyższym, Owa Pani przykuła bardziej moją uwagę. A z minuty na minutę zaczynałam się coraz bardziej interesować tym, co robi Pani siedząca na krześle plażowym. Problem też i w tym, że Pani nie potrafiła przysiąść na krześle na dłużej aniżeli na około 3-4 minuty. Nie potrafiła też przeczytać nawet połowy artykułu w gazecie, którą wyciągnęła w pośpiechu z torebki. Nie potrafiła też Owa Pani po schowaniu gazety do torebki foliowej skupić się na książce, którą też wyciągnęła ekspresowo. Książkę – zdawać się było tylko przyłożyła do oczu. Nie wydaje mi się, że nawet jedną stronę przeczytać zdołała. Schowała ją również, po czym wyciągnęła komórkę, wstała, truchtem pomaszerowała w stronę wody, odwracając się kilkakrotnie w kierunku Jej krzesła. Oczywiście po krótkiej chwili wróciła i takich wycieczek kilka Sobie urządziła – ąż do momentu, kiedy zdecydowała się spakować krzesełko plażowe i pójść dalej.

Owa Pani zniknęła z horyzontu, ale myśli i refleksje o Niej pozostały.

Czas wygrzać się!

 

Pozostała też w głowie i mewa, i ważka. I słońce gorące, które dodało mi nowej energii. I fale oceanu, które rozbryzgiwały się często jedna o drugą.  Bezwarunkowo.  Mimowolnie.

 

A Wy – jakie macie wspomnienia z plaży?

 

em

 

Podkład – rzecz ważna

 

W związku z tym, że jestem makijażystką z pasją już od lat wielu, pozwolę sobie na małą recenzję dotyczącą podkładu do twarzy. Jest to zresztą temat, o jaki mnie kilkoro z Was pytało już jakiś czas temu.

Otóż, jak widać na półkach w drogeriach i salonach z kosmetykami kolorowymi podkładów do twarzy, jak i wszelkich innych produktó do makijażu jest tyle, że aż od ich różnorodności mieni się w oczach. Pytanie więc każdej z nas nasuwa się następujące: który produkt wybrać, na co się zdecydować, jakiej marce kosmetyków zaufać?

Tak więc wybór odpowiedniego podkładu jest nie lada gratką. Cóż może nam ułatwić wybór? Na początku musimy wiedzieć dokładnie charakteystykę naszej cery, gdyż nie sposób jest kupić przecież kosmetyk z najwyższego przedziału cenowego do skóry suchej, kiedy to nasza skóra twarzy jest bez dwóch zdań mieszana, na przykład. Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy trafnie oceniłaś swój rodzaj cery, najprościej jest w tym wypadku poradzić się specjalisty ze sklepu kosmetycznego. Większość z osób obsługujących w drogeriach zna się gruntownie na typach skóry oraz na tym, jak dobrać odpowiednie produkty. Następnie bardzo ważne są wszelkie nasze oczekiwania, jakie ma spełniać nasz podkład, czyli powinnyśmy sprecyzować się, czy szukamy kosmetyku, który ma przykryć tylko drobne niedoskonałości twarzy, czy zależy nam na lśniącym, czy bardziej na matowym efekcie, czy mam nadzieję, ze podkład nawilży nam cerę lub tez zliftinguje.

photo 2Powracając jednak do mojego ulubionego podkładu do twarzy, będzie to zdecydowanie włoski podkład Pupa – Ultra Smoothing Foundation. Dlaczego właśnie wybrałam ten podkład, a nie inny z gąszczu wszelkich innych dostępnych na rynku? Otóż zawsze zależy mi na tym, by podkład spełniał kilka zadań jednocześnie, czyli by byl produktem wielofunkcyjnym. Pupa Ultra Smoothing Foundation tuszuje w subtelny sposób wszelkie defekty skóry (nie tworząc jednocześnie efekty tzw. maski), nie zapycha porów, jest bardzo trwały (a staje się to dzięki zawartości żywic silikonowych, które są moimi ulubionymi składnikami produktów kryjących do twarzy), nadaje skórze blasku i promienności (co bardzo lubię – wówczas cera wydaję się być zdrowsza, bardziej lśniąca, nawet po nieprzespanej nocy!), wygląda bardzo naturalnie. Ponadto, zapach każdego kosmetyku odgrywa dla mnie ważną rolę, nie może być zbyt intensywny, preferuję te subtelne, jakim jest też podkład Pupa. Kosmetyk ten posiada również dozownik, dzięki czemu minimalizujemy ryzyko przedostania się bakterii do środka. Nadaje się on również na lato, gdyż pod wpłyem wysokiej temperatury, jak i wilgoci (co jest na porządku dziennym w Nowym Jorku), nie spływa, utrzymuje się dopskonale na twarzy, a dodatkowo posiada filtr przeciwsłoneczny.

Jakie ma więc wady ? Dla mnie, jako dla osoby mieszkającej w Nowym Jorku, kosmetyki Pupa nie są niestety dostępne w drogeriach, ani też przez internet. Część stron internetowych w USA oferuje pojedyńcze sztuki produktu, nie wiadomo jednak, czy są to produkty oryginalne, a wolę być pewna, że wszstko, co aplikuję na swojej cerze jest pewne. Muszę więc starać się sprowadzić kosmetyk z Europy. Ponadto, kosmetyk jest polecany tylko do cery suchej lub normalnej. U osób z cerą tłustą lub mieszaną podkład może nie utrzymywać się przez cały dzień, aczkolwiek pierwotny efekt blasku oraz rozświetlenia będzie gwarantowany!

Follow on Bloglovin

WEEKEND-owo

Długi weekend właśnie upłynął. Czy za szybko? Czy właśnie tak, jak tego sobie wymarzyliśmy? Dlaczego zawsze droga powrotna do domu wydaje się długa, pomimo tego, że tuż po wejściu do domu z utęsknieniem naszych komfort przybiera szczytowego poziomu? Że czujemy się blogo, niemalże nieziemsko?

Właśnie – czego mamy się spodziewać po weekendowych wypadach poza miasto, porzucając całkowicie nasze obowiązki, pracę, smutki, żale, radości a nawet i dając na chwilę odpocząć, “naładować jeszcze bardziej” nasze pasje?
I jeszcze jedno – jak bardzo potrafimy oderwać się od tej niekoniecznie codziennej monotonni, ale też i od codziennego życia, by tak naprawdę przeżyć nasz weekend właśnie tak dogłębnie, tak jak chcemy, tak do końca?

Właśnie. Nasz moduł życiowy – czy oby na pewno jest on przez nas wypracowany właśnie tak, by nas zadowalał, by każdy weekend był tym jeszcze wspanialszym, doskonalszym? A jeśli już tak – czy sprawdza się on zawsze, za każdym razem?
Ileż nam w życiu potrzeba, by dotychczasowe nasze przeżycia pomogły nam cieszyć się z te chwili, z tego weekendu?
A co jeśli źle nam się zdaje, jeśli źle myśleliśmy, chcieliśmy?

Właśnie – co jeśli?
Ale jak bardzo te nasze “jeśli” jest takie istotne, takie ważne?

Cofając się od czasu do czasu wstecz, lubię z refleksją podejść do wczoraj, do tamtego weekendu, który minął za szybko, do wakacji, które zleciały w mgnieniu oka.

Właśnie – jakże cudownie wspomnieć jest to wczoraj, to wszystko, co się przeżyło, z kim się przeżyło, z kim się śmiało, bawiło, szalało, a nawet płakało. Jak wspaniale, będąc tym mądrzejszym z każdym dniem, jest uśmiechnąć się do tych wspomnień, przeżyć mniej lub bardziej intensywnych, przeżyć mniej lub bardziej tych cudownych.

Właśnie – wypady weekendowe są zawsze tym, co cieszy. To one dodają mi nowych refleksji, to one często pozwalają mi spojrzeć inaczej na tą codzienność, która jeszcze wczoraj w pewnym sensie wydawała mi się zupełnie inna.

To nic więc, że nie wypiłam przez 3 dni mojej ulubionej kawy, z którą nie rozstaję się dnia żadnego. Nie szkodzi, że moje plany (notes wypełniony po brzegi przecież już jest!) nie zostały tkniete. Nie będę też żałować, że pomimo ogromnych chęci i zamiarów postanowiłam moją pasję odłożyć na kilka dni, bym nie tylko ja sama, ale by rownież moja pasja mogła odetchnąć ode mnie, by mogła na mocy przybrać, bym ja natomiast mogla, pełna energii, sił i nowych pomysłów, ponownie wrócić do niej, jak tylko zjawię się w domu.

A weekend szybko przecież mija… . Refleksje przychodzą, a życie – życie toczy się dalej.

em

Szybki, skuteczny i przyjemny demakijaż

Zdecydowanie należę do osób zabieganych. Jak przystało na takie osoby – bak czasu dla siebie stał się już w pewnym sensie normą. Zdaję sobie sprawę z faktu, że przynosi to swoje skutki na wielu podłożach. Istnieją jednak rady na to, jak sobie poradzić.

Tak więc jedna z najważniejszych spraw, a nazwałabym to – rutynowych, codzinnych czynności wszystkich tych kobiet, które  codziennie aplikują sobie makijaż, jest dokładny demakijaż twarzy i oczu.  Co kryje się za całkowitym znaczeniem słowa “dokładny”? Otóż niezmiernie istotne jest, by przed pójściem spać calkowicie, dogłębnie zmyć wszelkie odrobinki makijażu, także i te niedostrzegalne gołym okiem. Nasuwa sie więc pytanie – czy tradycyjne mycie mleczkiem, tonikiem zapewni nam to? Oczywiście, że tak.woda miceralna

A czy istnieje szybsza metoda zmycia nie tylko makijażu twarzy i oczu, ale również zanieczyszczeń? Otóż – TAK!

Woda miceralna (czasem też nazywana płynem miceralnym) pobija tu wszelkie inne metody demakijażu, jednocześnie przynosząc wiele korzyści dla naszej cery. Jest to jeden z moich ulubionych kosmetyków, jaki używam codziennie już od kilku lat, który również koniecznie zabieram ze sobą w podróże.

Dlaczego woda miceralna? Cóż w niej niezwykłego? Otóż poza tym, że stanowi ona wspaniały substytut mleczka do zmywania, toniku lub żelu do mycia twarzy, zawiera również ona micele, czyli cząsteczki, które są w pewnym rodzaju magnesu dla wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń.  Dzięki swojej budowie chemicznej (zewnętrzna powłoka hydrofilowa przyciąga wode, natomiast wewnętrzna połoka hydrofobowa skutecznie łączy sie z sebum wydzielanym przez naszą skórę) woda miceralna zdecydowanie może zastąpić tradycyjny, kilkustopniowy, często monotonny proces demakijażu (zmywanie oczu specjalnym płynem, zmywanie twarzy mleczkiem, pianką lub żelem, przemywanie twarzy tonikiem).

Używanie wody miceralnej jest bardzo proste – wystarczy nałożyć produkt na wacik kosmetyczny, następnie przyłóżyć go do skóry twarzy lub na powieki, by micele mogły wniknąć wgłąb, po czym delikatnymi ruchami przetrzeć twarz ( ruchy powinny być zgodne z kierunkiem przebiegu mięśni ) lub powiekę.  Kolejny etap należy juz do tradycyjnych, czyli po zastosowaniu wody miceralnej i dokładnym oczyszczeniu oczu oraz skóry twarzy, przychodzi czas na nałożenie kremu do twarzy, pod oczy i na powieki.

Także osobom zabieganym, jak ja, woda miceralna już po pierwszym zastosowaniu przemienia się w niezastąpiony produkt, którego nigdy nie może zabraknąć na półce z kosmetykami.

Wart też dodać, że na rynku istnieje mnóstwo płynów miceralnych. Tak jak przy doborze kremu tub toniku do twarzy, należy zwracać uwagę na to, do jakiego typu cery woda miceralna jest przystosowana, jak również jakie dodatkowe cele spełnia (na przykład odżywcze, nawilżające, liftingujące, regenerujące, itp.).

Moim ulubionem płynem miceralnym, niezastąpionym pod wieloma względami, jest produkt firmy SVR Laboratories, Provegol Eau Demaquillante Micellaire. Produkt ten jest bardzo delikany, skuteczny i szybki w użyciu. Ponadto – doskonale nadaje się do zmywania tuszy wodoodpornych! Nic dodać, nic ująć.

 

 

Na skrzydłach marzeń

Notorycznie moi przyjaciele, znajomi pytają się mnie:

– “Skąd Ty bierzesz tyle siły, energii?”

Pytanie, które słyszę od nie pamiętam już kiedy. Na pewno zdarzało mi się to już słyszeć,  kiedy to jeszcze mieszkałam w Polsce. A było to… . Właśnie, a było to już tak dadream biggerwno temu! Za miesiąc minie już dwanaście lat!

Właściwie – skąd tyle człowiek może mieć siły, energii, by nieustannie, niemalże nieustającym galopem robić tak wiele, non stop stawiając Sobie kolejną poprzeczkę do pokonania. Każda kolejna, która jest już za mną, zostaje odrzucona na plan dalszy, zapomniana. Kolejne nowe pojawiają się, którym trzeba stawić czoła.

Marzenia. Tak, to one nie tylko wiodą mnie, ale i są natchnieniem do mojej dalszej podróży przez życie. Życie, które jest na tyle piękne, że każda chwila musi być przeżyta w pełni. Dogłębnie.

Czasem przystaję na chwilę, by spojrzeć się w tył, by docenić to, co wcześniej było niezauważalne, na co czasu zabrakło. Rodzina, dom, praca, pasja. Właśnie – nieustająca pasja za odkrywaniem w życiu nowego. A że nie zawsze marzenia urzeczywistniają się same, to wiemy przecież. Nie ważne jednak, ile pracy potrzeba włożyć w cokolwiek, o czym się marzy. Ważne, by kontynuacja tego, o czym się marzy, nie odfrunęła bezwiednie wraz z delikatnym powiewem wiatru. Skrzydła muszą być silne, bo dzięki nim i tylko na skrzydłach marzeń można dolecieć tam, gdzie znajduje się cel.

edyta maselbas

P.S. Życzę Wam Wszystkim, byście mogli budzić się codziennie z głową pełną marzeń, by Wasze skrzydła marzeń unosiły Was nieustannie.

PORANNY ŚPIEW PTASZKA

Nie ma według mnie lepszego rozpoczęcia dnia aniżeli ten, kiedy to na dzień dobry słyszy się śpiew ptaszka. Dzisiejsze świergotanie za oknem od razu wywołało uśmiech na mojej twarzy, który ciężko będzie zdjąć aż do końca dnia.

Cieszę się na nadejście wiosny (przyjdź w końcu, przyjdź wiosno, doczekać się ciebie w tym roku  nie możemy!!!), że poranny powiew świeżości będzie codziennie witał mnie każdego niemalże poranka, kiedy to i cudowny śpiew ptaszków będzie mnie wprawiał we wspaniały nastrój. Już od pierwszego otwarcia powieki. Nie mogę się już doczekać poranków, które optymistycznie nastawiać mnie będą na resztę dnia –  bym mogła każdy dzień przeżywać w pełni, w radości, ale i w podskokach! A zdarza mi się dość często iść ulicą z moimi Dzieciaczkami podskakując,  jednocześnie podśpiewując wspólnie melodie… .

Ach, ten poranny śpiew ptaszka! Ileż on energii mi dodał!

La, la, la… .

Z pasją przez życie. Witajcie!