WEEKEND-owo

Długi weekend właśnie upłynął. Czy za szybko? Czy właśnie tak, jak tego sobie wymarzyliśmy? Dlaczego zawsze droga powrotna do domu wydaje się długa, pomimo tego, że tuż po wejściu do domu z utęsknieniem naszych komfort przybiera szczytowego poziomu? Że czujemy się blogo, niemalże nieziemsko?

Właśnie – czego mamy się spodziewać po weekendowych wypadach poza miasto, porzucając całkowicie nasze obowiązki, pracę, smutki, żale, radości a nawet i dając na chwilę odpocząć, “naładować jeszcze bardziej” nasze pasje?
I jeszcze jedno – jak bardzo potrafimy oderwać się od tej niekoniecznie codziennej monotonni, ale też i od codziennego życia, by tak naprawdę przeżyć nasz weekend właśnie tak dogłębnie, tak jak chcemy, tak do końca?

Właśnie. Nasz moduł życiowy – czy oby na pewno jest on przez nas wypracowany właśnie tak, by nas zadowalał, by każdy weekend był tym jeszcze wspanialszym, doskonalszym? A jeśli już tak – czy sprawdza się on zawsze, za każdym razem?
Ileż nam w życiu potrzeba, by dotychczasowe nasze przeżycia pomogły nam cieszyć się z te chwili, z tego weekendu?
A co jeśli źle nam się zdaje, jeśli źle myśleliśmy, chcieliśmy?

Właśnie – co jeśli?
Ale jak bardzo te nasze “jeśli” jest takie istotne, takie ważne?

Cofając się od czasu do czasu wstecz, lubię z refleksją podejść do wczoraj, do tamtego weekendu, który minął za szybko, do wakacji, które zleciały w mgnieniu oka.

Właśnie – jakże cudownie wspomnieć jest to wczoraj, to wszystko, co się przeżyło, z kim się przeżyło, z kim się śmiało, bawiło, szalało, a nawet płakało. Jak wspaniale, będąc tym mądrzejszym z każdym dniem, jest uśmiechnąć się do tych wspomnień, przeżyć mniej lub bardziej intensywnych, przeżyć mniej lub bardziej tych cudownych.

Właśnie – wypady weekendowe są zawsze tym, co cieszy. To one dodają mi nowych refleksji, to one często pozwalają mi spojrzeć inaczej na tą codzienność, która jeszcze wczoraj w pewnym sensie wydawała mi się zupełnie inna.

To nic więc, że nie wypiłam przez 3 dni mojej ulubionej kawy, z którą nie rozstaję się dnia żadnego. Nie szkodzi, że moje plany (notes wypełniony po brzegi przecież już jest!) nie zostały tkniete. Nie będę też żałować, że pomimo ogromnych chęci i zamiarów postanowiłam moją pasję odłożyć na kilka dni, bym nie tylko ja sama, ale by rownież moja pasja mogła odetchnąć ode mnie, by mogła na mocy przybrać, bym ja natomiast mogla, pełna energii, sił i nowych pomysłów, ponownie wrócić do niej, jak tylko zjawię się w domu.

A weekend szybko przecież mija… . Refleksje przychodzą, a życie – życie toczy się dalej.

em

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *